Ostatni gasi światło. Przypowieści o transformacji

Według niektórych legend miejskich po 1989 roku dla Polski otworzyły się wrota Zachodu, a żywe barwy wdarły się w realia, z których nie zapamiętano żadnego koloru oprócz szarości. Według innych, płonęły wtedy teczki, łamały się przemysły i życiorysy, wzrastały nieuczciwe fortuny i statystyki samobójstw. Teoretycznie okres ten powinnam znać podwójnie: z własnego doświadczenia (niezbyt jeszcze świadomego, bo dziecięcego) oraz z licznych tekstów przyswajanych już w dorosłości. A jednak dręczyło mnie poczucie, że mimo istnienia wielu opowieści o latach 90., wciąż nie możemy w pełni zrozumieć, co stało się wtedy z polskim społeczeństwem. Z nami. Dlatego powstała książka Ostatni gasi światło. Przypowieści o transformacji.

Przy jej pisaniu stale towarzyszyło mi kilka powracających pytań, które wciąż pozostają otwarte:
Dlaczego mapa po-transformacyjnych emocji jest tak bardzo zawiła?
Jak dawano sobie wtedy radę w starciu ze zmianą rzeczywistości?
Czy możemy się czegoś nauczyć z tamtych doświadczeń?

Długo zastanawiałam się, jak rekomendować ją Czytelnikom i Czytelniczkom. Czy podnosić popularne ówcześnie hasła, które wciąż są „w obiegu”, jak prywatyzacja, deregulacja i bezrobocie? A może raczej te nowsze, jak patodeweloperka, która „wyrosła” na gruntach po zburzonych fabrykach? Doszłam jednak do wniosku, że najważniejsze, co udało się opisać w tych przypowieściach, to codzienność. Życie składa się z codzienności i kiedy ona się „rozpada”, ludzie odczuwają cierpienie. Bez względu na to, jak bardzo rośnie PKB kraju.


Śledź blog