Aleja Włókniarek, moje archiwum

Maria Przedborska. Poetka z inspekcji pracy

Dzięki uprzejmości redakcji „Herito” – dopóki nie uruchomi się nowa piękna strona internetowa kwartalnika – wrzucam na konto Academii mój tekst Maria Przedborska. Poetka z inspekcji pracy napisany do numeru 19/2019 pt. „Kobiety Europy Środkowej”.

Maria pomogła mi bardzo przy „Alei Włókniarek” i wciąż spłacam dług wdzięczności. Wiem, że wiersze i teksty Przedborskiej pojawią się też w antologiach poezji i publicystyki wydawanych przez Uniwersytet Łódzki. Na popandemiczne później zostawiam sobie ustalenie, czy studiowała i doktoryzowała się w Krakowie, Warszawie, Wiedniu czy też gdzieś w Szwajcarii.

Pozostaje już tylko ostatni problem – Maria, która najprawdopodobniej zginęła w getcie warszawskim, wciąż nie ma własnego grobu. Będę nad tym pracować.

Zwykły wpis
Przypowieści o transformacji, reportaż

Coming (not so) soon…

Od początku września rezyduję w Willi Decjusza w Krakowie, a dokładniej rzecz biorąc w sąsiadującej Willi Łaskiego, w ramach Wyszehradzkiej Rezydencji Literackiej. Spotykam w okolicy mnóstwo zakonnic i par weselnych, wymieniam się opowieściami z literatami i tłumaczkami z Węgier, Czech i Słowacji (oraz kilku innych krajów pozawyszehradzkich). Co najważniejsze – z Wydawnictwem Czarne już oficjalnie zawarliśmy umowę na stworzenie książki Przypowieści o transformacji, w której znajdą się rozdziały o chaosie archiwalnym i chaosie krajowym z lat 90., o ówczesnych i późniejszych doświadczeniach włókniarek, górników i rolniczek, o znikających lnach i jedwabiach, ale też o węglu i o suszy.

Sytuacja pandemiczna utrudnia, ale nie uniemożliwia pracy, jednak „w teren”, wyruszę dopiero wiosną. Na razie w pracy zdalnej tropię porzucone, rozrzucone, zgubione, celowo zniszczone, zapomniane i zaniedbane archiwalia. Fabryczne dokumenty personalne, odcinki płacowe, pamiętniki zbierane w konkursach, listy pisane do redakcji zlikwidowanych gazet, nagranie terenowe, pamiątki z izb pamięci – chaos nie wybierał, ogarniał wszystko. Czy to po prostu normalne zjawisko dla czasów przewrotu? Czy w wyobraźni społecznej liczyła się wtedy tylko przyszłość? Dlaczego teczki i taśmy stały się tak ważne w kolejnych dekadach i dlaczego tylko niektóre?

Nie martwcie się o Futbolistki, po dotarciu do drużyny dawnego „Kolejarza” mam sporo świetnych wywiadów, reportaż prasowy powstanie do końca roku 2020.

Zwykły wpis
Aleja Włókniarek, archiwistyka społeczna, reportaż

Futbolistki

Zaczęło się od od rozmowy z dwoma dawnymi włókniarkami opowiadającymi o rozrywkach poza pracą:

Na stoliku koło nas leżą rozrzucone fotografie z życia zakładów imienia Marchlewskiego. Ze zdziwieniem wyciągam czarno-białe zdjęcie dwóch młodych dziewczyn walczących na boisku o przejęcie piłki nożnej.

Janina: O, ja też przyniosłam zdjęcie, jak kobiety grały. – Wyciąga drugą, podobną fotografię.
Ewa: Siostra grała, ja też grałam. Ze Startem. Jak nam baty dali… Ale wygrałyśmy.
M.M.: Były żeńskie drużyny piłki nożnej? Przy Marchlewskim?
Janina: Tak. To jest mecz między tkalnią a wykończalnią.
Ewa: Ja normalnie od krosien odeszłam, żeby zagrać.
*

Od kilku lat nie daje mi spokoju, że ten wątek nie został rozbudowany w książce Aleja Włókniarek, choć zdecydowanie na to zasługiwał. Mecz ze Startem dział się w czasach, kiedy zawodowi piłkarze fasadowo zatrudnieni byli w fabrykach na włókienniczych etatach, bo takie były meandry finansowania PRL-owskiego sportu. Żaden z nich nie biegł na mecz prosto od krosien.

Mam nadzieję nadrobić te zaległości dzięki stypendium na reportaż literacki, który ukaże się w prasie. Poszukuję futbolistek, piłkarek, kobiet, które kopały piłkę w czasie PRL-u lub później – w łódzkich klubach sportowych, Towarzystwach Krzewienia Kultury Fizycznej, przy fabrykach włókienniczych czy innych zakładach pracy, na boiskach między blokami – i które zgodzą się opowiedzieć mi swoją historię.

Jeśli jesteś taką osobą lub znasz kogoś takiego – pisz proszę: marta.madejska@gmail.com

Projekt realizowany w ramach Stypendium Artystycznego Prezydent Miasta Łodzi.

*Aleja Włókniarek, M. Madejska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2019, s. 297

Fragment artykułu z magazynu „Piłka Nożna” 1976 nr 51/52

Zwykły wpis
Przypowieści o transformacji

Notatki z kwarantanny

Na podwórku wałęsają się półdzikie koty, które zwykle rzadko wychodzą za dnia ze swojego pustostanu. Ktoś karmi je ukradkiem. Pod sąsiednim blokiem stoi młody mężczyzna i bardzo smutnym wzrokiem patrzy na gołębie. Odsuwa się i przykleja do ściany budynku za każdym razem kiedy ktoś przechodzi do śmietnika. Na takim waśnie etapie kwarantanny jesteśmy.

Tymczasem czytam kolejną gęstą książkę o polskiej transformacji ustrojowo-gospodarczej i nawet tak jakby próbuję sama napisać książkę o transformacji, nawet dostałam na to jakieś stypendium. Tylko zastanawiam się, czy ten nieprzepracowany temat warto będzie jeszcze opisywać po „tym wszystkim”, kiedy zupełnie zmieni się w głowach aktualnie najbardziej nas dręcząca katastrofa społeczna i obiekt pytania „czy dało się inaczej?”.

I czytam dużo tych gęstych książek i tak sobie myślę, serio, mogę zrozumieć uwikłania historyczne, zapóźnienia rozwojowe, światowy konsensus waszyngtoński, naciski gorliwych funkcjonariuszy Międzynarodowego Funduszu Walutowego, albo – z drugiej strony sceny – ogromną potrzebę lustracji i trzepania teczek. Ale nie wmawiajcie mi, że nie dało się mieć innych priorytetów w klasie rządzącej, bez względu na frakcję.

Poniżej znamienny cytat z książki Antoniego Dudka „Od Mazowieckiego do Suchockiej” oraz Polska Kronika Filmowa nr 28/1991 r.

„[Rok 1992, formuje się rząd Suchockiej. Stronnictwo Ludowo-Chrześcijańskie] miało początkowo w rządzie jedynie ministra zdrowia, którym został pediatra z Kalisza i poseł na Sejm Andrzej Wojtyła. O okolicznościach, w jakich został on ministrem, tak opowiadał Jan Rokita: >> Około czwartej rano powiedzieliśmy liderom tej partii [SLCh], żeby w ciągu godziny znaleźli w swoich szeregach lekarza. Po godzinie odpowiedzieli, że jest taki. Andrzej Wojtyła. Wszyscy się zgodzili <<. Niestety był to czwarty z kolei rząd, w którym obsadzanie resortu zdrowia wyglądało w podobny sposób”.

Zwykły wpis
Przypowieści o transformacji

Post-Industralia. Życie po tranformacji

O ruinach napisano już sporo, jeszcze więcej pokazano. Porzucone maszyny i architektoniczne skorupy są czymś namacalnym i bardzo fotogenicznym w obiektywie kamer i aparatów, w przeciwieństwie do rozpadających się lokalnych społeczności, dla których obecne “ruiny” nie tak dawno stanowiły miejsce pracy i główny ośrodek życia. Przemysł wiele im dawał, ale i dużo odbierał – przede wszystkim indywidualne zdrowie i czyste środowisko wokół. Razem z wejściem nowych inwestorów i deweloperów ruiny znikają, znika kontrast poszukiwany przez obiektyw. Zostają tylko opowieści.

Post-Industralia – transformacje” to cykl spotkań, który przygotowałam w Muzeum Sztuki w Łodzi, poświęcony przepracowaniu doświadczenia upadku dużych zakładów pracy na przełomie XX i XXI wieku w różnych miejscach Polski. Przedstawiamy projekty zajmujące się transformacją gospodarczą i wspólnotami “osieroconymi” przez zlikwidowany przemysł i uprzemysłowione rolnictwo. Skupiamy się na uspołecznionych projektach artystycznych i reporterskich ostatniej dekady, portretujących ludzkie losy, zbierających historie mówione, włączających do współpracy dawnych robotników i robotnice nieistniejących już zakładów pracy.

Próbujemy zrozumieć, co się właściwie stało w Polsce po 1989 roku, nie tylko na poziomie politycznym i gospodarczym, ale i emocjonalnym. Próbujemy zrozumieć co nas ukształtowało i skąd sami przychodzimy – artystki, badacze, dziennikarki, dzieci PGR-ów, przemysłowych centrów i fabrycznych peryferii.

Zwykły wpis
moje archiwum

_ÓDŹ _ABRYCZNA

Fot. Marta Madejska

11.12.2016

– Ja pierdolę, każdy teraz jest media – wysyczała pod nosem pani z telewizji przepychając się między gromadą ludzi wychylających się ze stopni unieruchomionych schodów ruchomych. Prawie każdy unosił lekko aparat, albo smartfona w napiętym oczekiwaniu na wjazd pierwszego pociągu, na symboliczne otwarcie nowego Dworca “Łódź Fabryczna”.

Wjechać miał punktualnie o godzinie 5:30 rano.

– Takich tłumów ten dworzec prędko nie zobaczy – podśmiewał się nieco bardziej wyluzowany pan z innej telewizji – a zobacz ilu na bani, prosto z imprez przyszło.

Fakt.

Tłum ubrany był wielowarstwowo (bo grudzień i mróz), unosiła się nad nim atmosfera uroczystej podniosłości, zapach perfum i lekko przetrawionej już wódki. Wszystko nasuwało skojarzenia z polską pasterką.

O godzinie 5:33 wyświetlacz wciąż pokazywał 5:30.

Przez ludzi na schodach zaczął się przeciskać człowiek przebrany za olbrzymiego pluszowego pączka z Dunkin Donuts.

– Mam nadzieję, że nie musi iść do toalety, pomyślałam. Starym odruchem zaczęłam obliczać odległość do najbliższej WC (setki metrów lśniących kafli) i wtedy przypomniały mi się niedawne żarty toczone ze znajomymi. To jest dworzec, który ocaliłby życie Annie Kareninie – nie zdążyłaby dobiec na peron.

O godzinie 5:35 wyświetlacz wciąż pokazywał 5:30.

Zwykły wpis
Aleja Włókniarek, moje archiwum

Z Biura Inspekcji Listów

Obywatel Odrobina Władysław zamieszkały był w Pobolowcu,
w województwie Kieleckim.
Pisał, że teść jego, obywatel Jarzyna, miał wyznaczyć…
Dalej fotografia akt jest nieczytelna.
Wiadomo tylko, że chodzi o zboże i o wykonanie normy produkcji.
Rozegrał się tam jakiś dramat,
bez ogrzewania i cukru została dwójka maleńkich dzieci.
W roku bezpańskim, 1951.

Kobiety z Moszczenicy k. Piotrkowa w liście do KC PZPR donosiły:
tow. Adamus Stanisława,
instruktorka propagandy KP PZPR w Piotrkowie Tr.
w dniu 1-go Maja na zabawie w Moszczenicy
upiła się była do nieprzytomności i,
jak piszą dalej, leżała na trawie jak świnia i stale żygała
(pisownia zgodna z oryginałem),
a wokół niej pełno butelek potłuczonych od wódki
(składnia z oryginałem zgodna).

Obywatel M., donosił list anonimowy,
skłamał,
że urodziły mu się trojaczki i pobrał na tę nierealną rodzinę
20 tysięcy (!) zapomogi z Centrali Zarządu Kiosków RUCH,
oszukując tem samym swój zakład pracy,
naród i władzę ludową.

Obywatelka K. w krótkim liście prosiła pokornie
Bieruta o wybaczenie
pieluszek ukradzionych ze szpitala.
Sztuk sześć.
O wybaczenie i uchylenie wyroku więzienia.
Za pieluszki więzienia uchylenie.

Pisali, pisali, pisali,
jako i my dzisiaj piszemy.
Donosy, zażalenia i żale,
pieśni skargi i przestrogi.
Obywatele i obywatelki
Naszej dumnej Ojczyzny,
Matczyzny umęczonej
pracą, praniem, poszukiwaniem
węgla i ziemniaków.
Gdy hartowała się stal.

Zwykły wpis