archiwistyka społeczna, historie mówione, Post-Industralia, Przypowieści o transformacji

Prywatyzacja, dramokracja i łączenie kropek

Kilka dni temu wrzuciłam na FB post, który odbił się zaskakująco szerokim echem (relatywnie rzecz biorąc, jak na cokolwiek, co ociera się o historię gospodarczą). Zamieszczam go więc i tutaj w celach archiwizacyjnych.

To jest tekst, w którym usiłuję połączyć kilka kropek.

Kilka lat temu przy okazji Campus Polska ktoś z młodzieżówki „Nowoczesnej” w mediach społecznościowych okrzyknął Leszka Balcerowicza bogiem. Potem w 2021 roku LB przyjechał do Łodzi na spotkanie, na którym padły różne zdania o tym, jak to transformacja ustrojowo-gospodarcza się powiodła. Ponieważ lokalne media zareagowały na to żywiołowo i rozdzwoniły się telefony osób związanych z historią miasta, zespół Miastografu, który stworzył dosyć grubą książkę o łódzkim przemyśle pod znamiennym tytułem „Wielki przemysł, wielka cisza” postanowił napisać bardziej rozbudowaną, merytoryczną odpowiedź. W liście otwartym pisaliśmy jak poniżej (a na podkładkę pod wszystko, co piszemy naprawdę mamy raporty Najwyższej Izby Kontroli, grube pliki kwerendy wyciągniętej z archiwów i wiele godzin nagranych wywiadów):

„[…] A czymże w istocie powinna być prywatyzacja? Otóż powinien być to środek do osiągnięcia pewnych celów, a nie cel sam w sobie. […] W zamian za przekazany majątek państwo powinno otrzymać godziwe pieniądze. Nie są to stwierdzenia kontrowersyjne.

Jeśli spojrzymy na prywatyzację łódzkich zakładów pracy, okaże się, że powyższy model, choć oczywiście jest jedynie teoretyczny, nie został zrealizowany niemal w żadnym przypadku, a udane prywatyzacje potwierdzają tę regułę. Wspomniany Emanuel Savas jest autorem książki “Prywatyzacja. Klucz do lepszego rządzenia”, przetłumaczonej na język polski i wydanej w dużym nakładzie w Polsce przez Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne już w 1992 roku. Znajdziemy tam opis szeregu zagrożeń związanych z denacjonalizacją i praktyczne sposoby postępowania. Konfrontacja książki nieprzejednanego zwolennika wolnego rynku, Savasa z polską rzeczywistością lat 90. XX wieku może okazać się dla tutejszych doktrynerów wolnego rynku co najmniej kłopotliwa. Czy w ich oczach Savas jest więc komunistą?

[…] Naiwnością jest stwierdzenie, że uczymy się na błędach z historii. Nie oznacza to jednak, że nie należy próbować. Doświadczenie polskiej transformacji jest dość unikalne i na pewno jest to jeden z najważniejszych procesów gospodarczych w Europie ostatnich dekad. Wskaźniki gospodarcze rzeczywiście pokazują znaczącą zmianę w poziomie życia w Polsce pomiędzy rokiem 1989 a rokiem 2021. Trzeba jednak zadać pytanie: czy było do tego potrzebne 100 tysięcy bezrobotnych łodzianek i łodzian? Czy to jest ten słynny „nawóz historii”?

A może warto dociekać dalej i zapytać wreszcie: gdzie byłaby dziś Polska i gdzie byłaby Łódź, gdyby nie nastąpiła tak gwałtowna deindustrializacja i masowe zwolnienia z pracy? Co by się stało gdyby prywatyzacja została przeprowadzona skutecznie i celowo? Gdyby nie zerwano ciągłości myśli technicznej, kadra inżynierska nie wyjechała w świat, a majątek narodowy budowany przez dwa pokolenia Polaków nie przepadł? Czas najwyższy wyjść poza opowieść o czarno-białej opozycji brzydkiego PRL-u i świetlanych szans które przyniósł kapitalizm. Rzeczywistość jest bardziej złożona.

Światowy mainstream nauk ekonomicznych jest już w zasadzie zgodny, że ekonomia bez socjologii nie ma większego sensu. Pokazały to już doświadczenia Wielkiego Kryzysu. By zapobiec takim katastrofom, jak w latach 30. XX wieku, państwa ratują wielkie zakłady pracy, aby uniknąć klęski społecznej i kosztów ekonomicznych, które pociąga za sobą zdestabilizowanie życia tysięcy rodzin. Dlaczego odmówiono jakiejkolwiek pomocy łódzkim przedsiębiorstwom? Co więcej, dlaczego im PRZESZKADZANO w tym, by przestawiły się na nowe tory i zyskały konkurencyjność? I dlaczego nie mamy prawa zadawać takich pytań, jak zdawał się sugerować prof. Balcerowicz podczas spotkania na Igrzyskach Wolności? Ekonomia to żywa nauka, która zmienia się i ewoluuje, próbując tłumaczyć nam skomplikowane zjawiska zachodzące w globalnym świecie. Jeśli ktoś tkwi mentalnie w doktrynach amerykańskich z lat 70. XX wieku, to, delikatnie mówiąc, nie jest na bieżąco.[…]”

Cały tekst pt. „Spotkanie z bogiem – odpowiedź na raport o >>udanej transformacji<<„można znaleźć pod linkiem tutaj: https://www.miastograf.pl/blog/29

A teraz ostatnia kropka: w roku 2023 PiS ogłasza referendum, w którym jedno z pytań ma brzmieć: „Czy popierasz wyprzedaż majątku państwowego podmiotom zagranicznym, prowadzącą do utraty kontroli Polek i Polaków nad strategicznymi sektorami gospodarki?”. Choć kontroli żadnej nie ma, państwowych przedsiębiorstw jest obecnie garstka i zupełnie nie wiadomo, o które z nich miałoby tutaj chodzić. Ale (w polu oferowanym mi przez algorytmy) nikt się o tym nadmiernie nie rozpisuje, gdzieniegdzie tylko rzucono uwagę o próbach mobilizacji „żelaznego elektoratu”, tweety (exy) rozpala chwilowo sprawa „symetryzmu”, a za tydzień będzie to już co innego.

Dziękuję. Kurtyna.

Za którą już w kuluarach wysnuwam teorie o zarządzaniu traumą i o tym dlaczego w Polsce wciąż/znów żyjemy w latach 90. W okolicach 1992/1993 roku w uwolnionej od cenzury, choć schyłkowej już Polskiej Kronice Filmowej (istniała tylko do 1994) pojawia się powtarzane regularnie określenie „brutalizacja polityki”. Narratorzy PKF w głębokim zdziwieniu obserwowali, jak wystarczy jedna afera lub kilka teczek, żeby dyskusje o najbardziej palących społecznie kwestiach – prywatyzacji przemysłu, ochronie zdrowia czy edukacji, po prostu przestawały istnieć dla polityków i ciągnących się za nimi mediów. Dramokracja, a obecnie dzięki internetowi inbokracja, to prymarny ustrój III RP.

Na fotografii: tendencyjny obrazek łódzkich ruin pofabrycznych, które były „niewystarczająco zaradne” w okresie prywatyzacji. Nowa tkalnia Unionteksu. Fot. Wiesław Kaczmarek.

Zwykły wpis
Aleja Włókniarek, archiwistyka społeczna, historie mówione, moje archiwum

Mała przypowieść o czerwonym sweterku

Krótka refleksja na bazie doświadczenia pracy ze zbieraniem historii mówionych.

W opowieściach często wracają motywy, które skłonni jesteście ignorować – anegdotki, elementy pozornie trywialne. Bywacie rozbawieni, zaniepokojeni, albo już trochę zmęczeni. Może nawet ignorujecie te opowieści, bo oczekiwania wobec wywiadu były inne. Zatrzymajcie się przy nich na chwilę, obejrzyjcie z różnych stron, sprawdźcie czy pod spodem nie ma większej historii.

Trauma często nie może zostać opowiedziana, dlatego pamięć wykorzystuje symbole maskujące, metafory dla trudnych doświadczeń, albo wręcz przeciwnie – dany motyw, który się powtarza jest próbą przeciwstawienia się zniszczeniu, konstruktywnego buntu, budowania świata wokół tego, czego akurat można się chwycić. Tak jak kredens w opowieści Heleny z początku rozdziału Chór przodownic pracy w Alei Włókniarek.

Warto rozwijać uważność na takie niuanse, ale nie interpretować ich według z góry założonych schematów. Jak pisał Jung: przyjmując pozycję obserwatora zawsze należy pamiętać, że ocalali z traumy są kimś więcej niż sumą własnych zranień *.

Każdy symbol ma znaczenie indywidualne i powinien być interpretowany w kontekście danej historii. Na przykład dla mnie czerwony sweter zawsze oznaczał płaszcz ochronny, talizman pewności siebie, próbę wchodzenia w lepsze czasy (lub przynajmniej trzymania się ich wspomnienia). W przeciwieństwie do Marii, której drugowojenna opowieść również zawarta jest rozdziale Chór przodownic pracy:

​Maria najmocniej zapamiętała historię ze sweterkiem. Mały dramat rozpisany na kilka postaci (ona, zbolała matka, pazerna babka i pijany niemiecki żołnierz) oraz rzeczy (sweterek, ciężkie żołnierskie buty, garść grochu i marchew, która wdeptana w śnieg, wyglądała jak krew). Poza tym zapamiętała jeszcze dziury w mundurach radzieckich żołnierzy. Maria to nie jest jej prawdziwe imię, brakuje jej danych, więc roboczo nazwałam ją popularnym wtedy imieniem. Po ukończeniu trzynastego roku życia dostała nakaz pracy w zakładzie konfekcyjnym Wartheland. W chwilach wolnych od szycia nieletnie pracownice angażowano tam do prucia żołnierskich mundurów przysyłanych z frontu. Odzyskany materiał po przerobieniu i przefarbowaniu na czarno wykorzystywała niemiecka organizacja Todt. „Mundury miały ślady kul, co robiło na nas silne wrażenie, dotykałyśmy ich z czcią, wiedząc, że niejedno życie w nich wygasło”​.

Dla Marii sweterek również miał pozytywne znaczenie, ale – w mojej interpretacji, musicie mi wierzyć na słowo – stał się symbolem dzieciństwa zabranego przez wojnę.

​To szczególnie​ ważne przy opowieściach kobiet, w których życie codzienne, wytrwałe trwanie w codzienności, często dominuje nad heroicznymi przygodami, które można znaleźć w opowieściach męskich. To po prostu inny sposób, inny wzorzec snucia historii.​ ​

W opowieści ważne jest także milczenie. Pewnych rzeczy nie da się zrozumieć bez patrzenia na rozmówczynię i wyczuwania jej energii. Ludzkich neuronów na dłuższą metę nie da się oszukać kontaktami zdalnymi, o czym przekonaliśmy się podczas pandemii. Nic nie zastąpi spotkania na żywo. (Już nie tak nowe) technologie dają nam wspaniałe możliwości, ale zdalne rozmowy zawsze na dłuższą metę okazują się po prostu męczące i nie dające szansy na pogłębione zrozumienie drugiej osoby.

Jeśli ktoś jednak docelowo wybiera pracę wyłącznie z archiwaliami, może skorzystać z mikroporadnika Jak pracować z martwymi kobietami, który opublikowałam w listopadzie 2018 roku TUTAJ.

*Psychologia a religia zachodu i wschodu, tłum. R. Reszke, Warszawa 2015, za: Ursula Wirtz, Umieranie i stawanie się. Transformacyjna moc traumy, tłum. T. J. Jasiński, Czeladź 2021.

Zwykły wpis